Aż się nie chce myśleć, że to już dzisiaj trzeba iść do pracy
…ale jakoś damy radę…noga jeszcze w nie najlepszej formie… ale nie mogę się poddać, bo tyle fajnych wyjść mi się szykuje
, a najfajniejsze wyjście to będzie z Sebastianem na Jego imprezę
z ludźmi z pracy…hehehe a najlepsze to będzie wstać do pracy na 5:00 rano po tej imprezie
, ale damy radę
. Jest strasznie duszno, parno na dworze…. hehehehe lato ![]()
Miłego dnia Wszystkim życzę
Najlepsze życzonka dla naszego Piotra z Węgrowa i Lubania
taa… może mi Siostra da nr tel do Piotra to zadzwonię osobiście ![]()
Hmm…rajd rowerowy… pogoda i ducha, i na zewnątrz aż taka zła nie była
, nie padało…tylko jak jechałam na dworzec to zmokłam… start był o 7:40 – pociąg do Laskowic Pomorskich, później rowerkami do Świecia na zamek, Chełmno – miasto zakochanych, później nocleg nad jeziorem pod Grudziądzem – tak minął czwartek. W piątek długa trasa i pod górki . Dojechaliśmy w piątek na nocleg do Gniewu , a po drodze zwiedzanie zamku w Kwidzynie z przewodnikiem, przeprawa promowa w Korzeniowie. Szybkie przebieranie i koncert SDM na dziedzińcu zamku w Gniewie o godzinie 20:00
i tak koncercik do około 23:00
. REWELACJA
. Najgorsze, że tego piątkowego dnia to dużo pod górki było i w sandałach jechałam i chciałam dorównać chłopakom i przeforsowałam ścięgno… W sobotę rano ból prawej nogi i problemy w jeździe, naciskałam lewą nogą, a pod górki pomagali mi podjechać : Wojtek i Paweł
, jakoś dojechałam do Malborka, jechaliśmy przez Białą Górę i Sztum
, niedawno tam byłam z Moniką
w Jej rodzinnym mieście
. Myślałam tego dnia intensywnie o Niej
…to w Sztumie Krzychu – organizator pojechał na poszukiwanie maści dla mnie – tak się troszczył o wszystkich w trakcie rajdu, a jechał z Rodzinką….naprawdę dobry człowiek.Dziękuję
W Malborku pyszna obiadokolacja i zostałam zawieziona na 22:00 na rynek w Malborku na pokaz świetlno- muzyczno-wodny fontanny w Malborku….ale ta fontanna w Toruniu robi większe wrażenie
. W niedzielę był powrót z Malborka do Gdańsk przez Sobieszewo, ale niestety ja już nie brałam udziału, około 10:00 Mój Motyl przyjechała po mnie i moje graty, i rower do Malborka, nie dałabym rady dojechać z bolącą nogą… spędziliśmy niedzielę z Łukaszem, ale jak: najpierw obejrzeliśmy film “Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”, później zjedliśmy jajecznicę zrobioną przez Sebastiana
, później na grilla do Agnieszki i Mateusza na chwilkę , co prawda …ale byliśmy …Kinga dostała zaległy prezencik urodzinowy
. Później do Cioci na ciacho, gdzie Sebastian poznał Ciocię , Wujka i Magdę – moją Bratową , a później we trójkę poszliśmy na Mszę Świętą na Mickiewicza na 19:00 i tak minęła niedziela…mówię Wam….tak dużo się dzieje
. Dziękuję , szczególnie Sebastianowi za troskę…tak przejął się moją nogą .
A organizacja rajdu bardzo, bardzo mi się podobała …poznałam fajne małżeństwo Iwonę i Mariusza z dziećmi, miło było spędzić czas i poznać bliżej Pawła- Dogiego
, Wojtka – Rokiego, hehehe Tomka – Rybola
i Anię (ale tych to już znamy, ale praktycznie cały czas się poznaje
) . Wielkie dzięki dla Krzysia organizatora, dla Mariusza za zawiezienie na pokaz fontanny
… brakowało mi Sebastiana na wyjeździe
hehehehe, ale tak wyszło, że niedzielę spędziliśmy razem
…nie wiem czy Łukasz taki stęskniony za Ciotką, ale jakoś lubi spędzać czas ze mną i Sebastianem, a to dla mnie ważne
.
Taa Sebastian w niedzielę poznał tyle osób z mojego towarzystwa i Anię , Tomka, Wojtka, Dogiego – polubiłam Go na tym wyjeździe, dobry z Niego człowiek
, Agnieszkę, Mateusza… ![]()
A w przyszłym tygodniu wybieramy się we trójkę nad jezioro : Sebastian, Lukasz i ja
…odwiedzimy Rutkowskich, Gawlikowskich i Sobotków
. Sebastian obiecał, że nauczy mnie pływać
…zobaczymy
…mam nadzieję, ze za bardzo nie będzie mnie łaskotał w wodzie
, bo nici z nauki pływania
![]()
Wiecie, co…. to był cudowny urlop w moim życiu… dzięki kochanym osobom…i może pogody nie było pięknej, ale nie przeszkodziło mi to praktycznie w niczym
…tak, jak Róża napisała – pogoda ducha jest ważna ![]()
Dziękuję Wszystkim za mile spędzony czas, bo to była praca zespołowa WSZYSTKICH, których kocham, lubię, szanuję
No już chyba wszyscy wiedzą
, bo jak Mama wie, tzn. że wszyscy wiedzą
.W moim życiu pojawił się Sebastian
, który czyta też bloga
, zwany przez niektórych różnorako
, najlepsze jednak połączenie dla mnie to Motyl Emanuel i Makowa Panienka
.
Kajaki i odwiedzinki Rodzinki za mną
.
Tak byłam po obronie z Piotrem u Elci (mojej Siostry)w Siedlcach , miło spędziliśmy czas po obronie… w Boże Ciało rano do kościółka, a później kajaki. Tam to się działo, ja ciągle z Danielem w krzakach, a Marcin z Karolem przeżyli przytapianie, a szczególnie Marcin, bo Karol Go mocno przytopił, ale Mój Szwagierek Sławek niczym konik morski po cichutku wyszedł z kajaka i ruszył chłopakom na pomoc…oj, działo się na kajakach… najlepsze towarzystwo to miała Magda G., bo była w kajaku z Ańdźką i Sławkiem, a naszą ostoją spokoju był Piotr z Elcią… hmmm…te ognisko na postoju…obrotność Piotra w pieczeniu, zorganizowaniu ogniska – byłam pod wrażeniem i ten chłopak naprawdę nie myśli tylko o sobie
. Później trochę spokoju i w niedzielę odwiedziny Cioci Helci w Warszawie. Pojechaliśmy w piątkę Marcin , Mama, Ańdźka, Sławek i ja
i miało być chwilkę, a posiedzieliśmy
.Następny wyjazd, ale już we dwie to wyjazd w poniedziałek z rana po piątej do Rybnika…taaa jaka radość odwiedzić Artura w Jego domku
,napić się z nim kawki i zjeść ciacho
, zobaczyć pałac. Mama była pod wrażeniem miejsca i Artura….hehehehe , ale wieku Artura nie umiała obstawić
. Bardzo dziękuję za miło spędzony czas
. Później siódme poty w Gliwicach i dojazd do Rybnika. Jakoś nie umiałam znaleźć wjazdu do Cioci Wandy bloku. Ciocia wyszła po nas….i tam tak miło spędziłyśmy czas z Rodzinką, w środę około 9 rano wyjazd do Lubania Śląskiego, a co jechałam A-4 – nie jest płatna . A w Lubaniu tak, jak dawniej z Wujkiem poszłam kosić trawę dla kóz, koniczynę, zbierałyśmy truskawki z Ciocią na pyszne koktajle…byłyśmy na grobie Cioci i Wujka Kamińskich …. w piątek około 10:00 wyjazd do Murawanej Gośliny …. a tam to się działo…korek w Bolesławcu i Kościanie , i Poznaniu i nerwówka, bo w Poznaniu są bardzo rozbudowane ronda….ale już się oswoiłam. Wieczorem przyjazd do Cioci do Pierzchna …w Pierzchnie i pogoda dopisała…w Lubaniu też
. W sobotę rano z Ewą (żoną mojego Brata Ciotecznego) pojechałyśmy do Poznania odebrać Sebastiana…. taaa Mój Armando przyjechał do mnie….pochodziliśmy po Poznaniu i widzieliśmy trykanie koziołków
, później wspólny obiad w Pierzchnie, po południu wyjazd do Kórnika na groby i na Mszę Św. W niedzielę wyjazd do Królikowa na groby Dziadków i tam napracowaliśmy się we czwórkę . Po raz pierwszy byłam na grobach Dziadków. Potem na obiad na Podbiel – po raz pierwszy widziałam na oczy Ciocię Marysię i Wujka Adama . Nocka i trochę dnia jeszcze w Pierzchnie i powrót do domku w poniedziałek około 13:00 …noc w Węgrowie. Szybkie zakupy, mycie Micry wspólny obiadek….i powrót do Gdańska . Dojechaliśmy z Sebastianem około 22:30 . I co najciekawsze Sebastian poznał całe moje Rodzeństwo hehehehe
, ale imion nie pamięta…no może dziewczyn zapamiętał…z chłopakami jest gorzej
. Taaa, a teraz walczę ze wspomnieniami …tyle wrażeń… i powitanie Łukasza w Gdańsku….
chyba się za mną stęsknił
![]()
Dobra trzeba się pakować…jutro wyjazd na rajdzik rowerowy
– zamki Pomorza
.
No cóż próbuję się jakoś spakować… nie jest łatwo, bo książeczki, jak zwykle szukam
…. zakupy zrobione, sprawy pozałatwiane…. hmmm to będzie nowe wyzwanie ten urlop
pod wieloma względami ![]()
Dzisiaj tyyyyle spraw miałam do załatwienia….ale jeszcze mam trochę czasu ![]()
Opryszczki ze zmęczenia się wyleczą
i w ogóle trochę zwolnię obroty ![]()
Do usłyszenia …do przeczytania…może odezwę się z Węgrowa ![]()
Hehehehe , moja Siostra dzwoniła, że przyszły Szangier
całuśny
hehehe mnie na pewno całować nie będzie, jak zobaczy trzy opryszczki
…jaaaaaa to już w czwartek nasz rodzinny spływ
….deski do pływania nie biorę, mam mnóstwo motyli hehehehe
będą mnie niosły na wodzie ![]()
Zamawiam u Tego na Górze ładną pogodę
Taa aż tak długo nie pisałam …. wróciłam w nocy z pracy około 3 … Kaktusik usunęłam Twój komentarz zamiast spamu…przepraszam mocno mocno
…wiem, że mi wybaczysz ![]()
Będę drugi raz świadkową
…hehehehe zgodnie z Mamy powiedzeniem to już ostatnie świadkowanie, bo 3 razy świadkuje ten, sam nie ślubuje
… tak u Ani i Tomka 22.08 ![]()
A jutro szkolenie hmmm…. z Polmosu Lublin
…. mam nadzieję, że mój osobisty szofer od Micry mnie zawiezie i odbierze
…zaczyna się o 17:00 a kończy o 24:00, a ja mam w piątek na 5:00 rano do pracy, ale tak może do 22:00 uda mi się wytrzymać…:P
Mateusz jak uda Ci się przywrócić ten komentarz to spróbuj, proszę…. ![]()
W piątek Łukasz jedzie na obóz…a ja już w środę rano do Węgrowa… ja jak ten czas leci
, w końcu poznam przyszłego Szwagra
…. trochę buro dziś na zewnątrz i pada, a mój parasol na Hallera, ale przeżyjemy ![]()
Pozdrowienia dla Wszystkich, ale szczególnie dla Moniki
Monika , chcę żebyś wiedziała, że żyję
..napisz proszę, co u Ciebie… nie wyprowadzam się z moreny… tryb oszczędnościowy włączony …zbieram na mieszkanie
…chociaż trochę chcę nazbierać…
Pozdrowienia dla Wszystkich ![]()
Kaktusik u mnie ok wszystko, po prostu jakoś ten czas leci…. byłam z Łukaszem na rowerach po tej drugiej stronie ulicy, jak się zjeżdża z Moreny, nie po te, co Matemblewo…jak tam ładnie i można się zapatrzeć na sarenkę
![]()
Wszystkim Mamom najlepszości i tej na Górze też
Kaktus zaczyna wierzyć w moje umiejętności pływackie
, co skończy się paniką, jak pamiętne grzmoty w Sobieszewie – Agnieszka, Mamuśka z Torunia
i Mateusz dobrze pewnie pamiętają
…. ja się nie piszę na przepłynięcie całego jezioro w tą i nazad
, ale nie ukrywam, że rozbawiło mnie to w tej mojej dzisiejszej monotonii
, mało tego jak już Kaktus uda mi Ci się mnie namówić na pływanie na grzebiecie, bo tylko takie wchodzi w grę , to wzmacniaj kondycję, bo jak się przytopię to gwarantowane, że jak się Ciebie uczepię to jak małpka i dopiero , jak poczuję brzeg to ochłonę
…. w moje opanowanie w wodzie to nie wierz ![]()
Pożyjemy, zobaczymy…na urlop strój do kąpania oczywiście wezmę, deskę do pływania także… i mam nadzieję dobry humor ![]()
Zapomniałam napisać, ze wczoraj to dzik mnie w lesie wystraszył…ale co zrobić…jak ich tyle się kręci koło domów, żarcia szukają…
Jutro dzień wolny i też jadę na basen…wiecie ile śmiechu ostatnio było na basenie. Dorota (instruktorka) nie wierzy mi, że się przytapiam,bo już nie krzyczę na cały basen
. Taaa…ale to jest gorsze w skutkach przytapianie
, bo prawdziwe
Pozałatwiałam to, co było konieczne… pojechałam sobie do Cioci, a Cioci sąsiadka zrywała konwalie dla Cioci …bardzo lubię konwalie…i tak zaczęła sobie mówić pod nosem kwiatki dla Agatki, a nie wiedziała, że ma przed sobą prawdziwą Agatkę
i tak o to sąsiadeczka narwała mi kwiatków
i mi tak pachnie w domku, że ho ho
..Tak bardzo lubię zapach konwalii i fiołków…przypominają mi się lata dzieciństwa
i to jak …hmmm…
Dobra przebieram się i trochę na rowerek, i później trochę na basen…
Moja Siostra to już stara
, 40 lat minęło jak jeden dzień
… najlepszości, a że Szwagier wczoraj miał urodzinki też warto wspomnieć
…
Pracowało mi się ciężko…spać, spać i jeszcze raz spać mi się chciało… ale jaki miły akcent po 21:00….Łukasz zadzwonił czy około 21:00 będę zjeżdżała z pracy do domu, bo On został 14 godzin w pracy …mogłam zjechać i Go zwieść, bo to po drodze
…niespodzianka Łukasz biegł do samochodu z kolegą z pracy…juz wsiadł kolega i do mnie z tekstem , ja myślałem, że Łukasz ma starą ciotkę
, ale się uśmiałam…a później się zapytał czy ma mówić na pani czy na ty do mnie
. Jutro |Łukasz ma obczaić, na ile lat w oczach Domiana wyglądam
… miałam wesoły samochodzik
… a druga sprawa to się ucieszył Łukasz, że chleb kupiłam i szybko obiad Mu odgrzałam
…hmmm, gdzie On lepszą Ciotkę znajdzie
….jak chodził i przeżywał, że skąd wiedziałam, żeby chleb kupić ( zawsze sobie sam kupuje, bo ja prawie chleba nie jem) …tak w ogóle to jutro kupię i zamrożę Mamy sposobem, bo znając życie to jeszcze nie raz się przyda
…. nie mam sumienia, jak po tylu godzinach pracy miałby być głodny…bo szczupaczek ten mój Siostrzeniec
…ale też ma już sposób na mnie
…Jego uśmiech dzisiejszy to coś bardzo miłego
…taaa…. i jak zacznie śpiewać “Lubię jej farbowane rzęsy…” to zawsze mi humor poprawi
, a dlaczego??? hmmm ten Jego głos… Artur to będzie wiedział “Africa” Ci studenci co śpiewają…. jeden to Czerwiński to nie o tego mi chodzi …ten drugi co z Nim śpiewa….:D
nie ma bata, zawsze się uśmiechnę…tak, jak Artur powie coś o swojej baszcie albo Mateusz (puento nowo
) …życie i tym miłym akcentem spadam z netu
Taaaaaa koncert REWELACJA , REWELACJA ![]()
Ale od początku do Joli pojechałam za wcześnie
i bez problemu dojechałam
. wyjechałyśmy po 17:00, byłyśmy za wcześnie, ale miałyśmy dobrą miejscówkę na parkingu
, na początku źle usiadłyśmy….oj, bo te sektory, miejsca przy scenie
. Miałyśmy sektor C, czwarty rząd …prosto w oczka Turnaua
….hehehe było widać tę część, co nie przykrywał instrument
. Turnau to Gościu z takim poczuciem humoru, jakie lubię
…siedziałam na początku sztywno z buchą od ucha do ucha, a serce waliło, jak szalone….a jak Grześ zaśpiewał z dedykacją dla ludzi z Pomorza “Znów wędrujemy ciepłym krajem” to myślałam, że łza mi poleci…mam słabość do tej piosenki…po prostu…
polowałam trochę na fotkę, żeby Grzegorzowi zrobić, ale szybko mi uciekał z kadru
coś tam się wybierze – Jola wzięła swój aparat
i na zmianę próbowałyśmy coś uchwycić
, z mojego aparatu zdjęcia nie zgrane, a pamięć full
.
Było tak wesoło…i lirycznie, i skocznie, i gwiżdżąco (cichoszę gwizdaliśmy – chodzi mi o publiczność)
…owacje na stojąco…dowcip Gwiazdy wieczoru, Jego głos, Jego gra …hmmm….zespół
(gitary, perkusja, akordeon i coś jeszcze
– Artur trochę tych dodatków było
![]()
To było około dwóch godzin niezapomnianych chwil
. Naprawdę WARTO było
![]()
A na koniec…toaletka…ociąganie wyjścia…już z Jolą siedziałyśmy w samochodzie. Jola cały czas mówiła, że czekamy, aż Grzegorz wyjdzie
, wątpiłam w to, że spełni się moje drugie marzenie – taaaki najprawdziwszy autograf
…Jola wyczaiła wyjście boczne i stojących ludzi, ja poznałam kolegę Grzegorza – bo na koncercie Grzegorz go wskazał i byłam prawie pewna, że gdzieś tam jest Turnau …zapytałam Joli czy byśmy tam nie podeszły ..
Jola chętna była…..spytałyśmy kulturalnie perkusisty czy Pan Grzegorz mógłby nam podpisać płytki…zaprowadził nas do Grzesia
…ja już kolana to miałam miękkie…Grzegorz rozmawiał z kimś…a my czekałyśmy (jako JEDYNE
) na autograf
…a Grześ na nas spoglądał….a później zapytałyśmy się czy możemy sobie z Nim zrobić zdjęcie…najpierw ja Joli z Grzesiem, później Jola mi z Grzesiem…ale jak mnie przytulił do siebie
… jaki on przystojny z bliska
…z daleka tak nie wygląda
, ale mi się trzęsły nogi i ręce z wrażenia…podziękowałyśmy, uścisnęłyśmy dłoń… i w długą, dobrze, że się nie wywaliłam w tych obcasach
, bo byłby wstyd…Jola bała się, że zemdleję z wrażenia….:P ja nie taka pierwsza do mdlenia
, prędzej nogi mi się trzęsą
…
Czy czujecie trochę tego, co ja czułam???? Czy Wy czujecie to???? Moje marzenie sie spełniło…Grzegorz napisał na płycie Agacie Grzegorz Turnau, a zdjęcie to nagroda za taaaaki długi czas czekania na to by Go spotkać na żywo
![]()
Arturze, dziękuję za wskazówki, jak mam się ubrać do Filharmonii
.
Joli dziękuję za to, ze mi towarzyszyła i nie odpuściła z tym autografem i zdjęciami… ![]()
I w ogóle ten wieczór na dłuuugo zapadnie w mojej pamięci… ![]()
Najlepsze było to, jak Grzegorz powiedział, że ciągle w tym samym ubraniu, ten sam instrument…to zmienił okulary, żeby trochę było inaczej
, a jak poszłyśmy po autograf to był w innym wdzianku
…lubi zwiewne ciuszki
… i odwracał się do publiczności, do której siedział tyłem…kulturka… i zażartował , że Jego koncert nie ma nic wspólnego z obchodami wydarzeń związanymi z Gdańskiem przeniesionymi do Krakowa
…i trochę w pewnym momencie załamał Mu się głos na słowie “księgach” i to było takie urocze….bo czuło się, że jest się na koncercie…że wszystko jest na żywo, takie prawdziwe…takie naturalne
och, ach…. wystarczy
, teraz sobie słucham płytki ![]()
Mam, mam , mam ZDJĘCIE i AUTOGRAF

